• Home
  • Słoneczne doładowywanie akumulatora

    February 11th, 2010 | Krzysztof Lis
    Jak to bywa z akumulatorami zimą, wie chyba każdy. Marzną, zmniejsza się ich pojemność. Zwłaszcza kłopotliwe jest to w przypadku diesli -- one nie dość, że potrzebują prądu dla świec żarowych, to jeszcze stawiają duży opór rozrusznikowi.Ponieważ mam od dłuższego czasu samochodową instalację solarną, postanowiłem ją wreszcie dobrze wykorzystać i wykorzystać do uzupełniania prądu w akumulatorze.Zasadniczo rzecz biorąc, bateria słoneczna ma podładowywać drugi, kempingowy akumulator. I tak jest, póki co, podłączona. Ale udało mi się to całkiem sprytnie rozwiązać.Otóż solarny regulator ładowania akumulatora posiada wyjście na urządzenia elektryczne. To wyjście jest włączane tylko wtedy, gdy akumulator jest dostatecznie naładowany. I pod to wyjście podłączyłem akumulator rozruchowy.Co to daje? Gdy jest słońce i napięcie w akumulatorze kempingowym jest dostatecznie duże, wyjście na urządzenia elektryczne jest załączane. Wtedy prąd przepływa do akumulatora rozruchowego i ładuje go. Gdy akumulator kempingowy zostanie rozładowany (co raczej nie nastąpi przy takim poborze prądu), wyjście jest rozłączane. I dlatego po każdej jeździe rozkładam w samochodzie stojącym na parkingu baterię słoneczną. I dlatego wybrałem takie miejsce na tymże parkingu strzeżonym, by móc korzystać z energii słonecznej. :)Z albumu Volkswagen Transporter T3

    Pierwsze plany wakacyjne

    February 11th, 2010 | Krzysztof Lis
    Podczas niedawnej rozmowy z Tomkiem zaczęliśmy nieśmiało snuć pierwsze plany zagospodarowania najbliższych wakacji. No i oczywiście wróciliśmy do pomysłu objechania kempingami Bałtyku. Kempingami, bo Tomek też zamierza wkrótce nabyć drogą kupna Volkswagena T3 w wersji kempingowej.Pomysł przejechania ponad 7 000 kilometrów na dwa samochody jest cokolwiek ekstrawagancki. Znaczy... to nic trudnego, w końcu nie jedziemy do Kazachstanu czy w inne miejsce, gdzie dostęp do technologii i serwisu jest zerowy. Tyle tylko, że dla minimalizacji kosztów trzeba się do niego naprawdę dobrze przygotować. I nie chodzi mi tu o gruntowny przegląd samochodu przed wyjazdem czy choćby nakupowanie puszkowanego żarcia. Raczej o zabranie ze sobą zapasu części, które mogą się po drodze popsuć. Po jednym wahaczu, półośce, jakieś przewody paliwowe i wodne, jakieś kable, Tomek rzucił pomysł zabrania spawarki i agregatu prądotwórczego. :)Postanowiliśmy zaplanować wyjazd na jakieś 17-19 dni jazdy i poświęcić na niego 3 tygodnie, żeby w razie czego móc gdzieś zostać dłużej.Sprawę trochę komplikuje fakt, że mi się rodzina powiększy na przełomie lutego i marca. Młodego (młodą?) oczywiście zabierzemy ze sobą, trzeba więc będzie uwzględnić jego (jej?) potrzeby choćby częstszych postojów...